Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legendy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legendy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 listopada 2013

Mazowieckie wierzby


W Tygodniku Ilustrowanym z 1863 r. wydrukowano cykl artykułów dotyczących drzew podaniowych. Jako pierwszy pojawił się tekst Józefa Grajnerta poświęcony wierzbie, bez której nie wyobrażam sobie mazowieckiego krajobrazu. W cytowanym fragmencie, zachowałam oczywiści oryginalną pisownię.
Kostrzewski Franciszek: Drzewa podaniowe. Wierzba.
"Tygodnik Ilustrowany" 1863, nr 220, s. 477
[online]. [Data dostępu: 25.11.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.bilp.uw.edu.pl/ti/1863/220.htm
Lud nasz od wieków tak ukochał otaczającą go przyrodę, że w czasach pierwotnej wiary nie wahał się podzielić z nią swem własnem życiem, umieszczając w tworach natury duchy zmarłych swych ojców i braci. Ztąd też piekło i niebo było u niego na ziemi, w blizkości chat, na polach, w gajach i lasach. Zły człowiek dzielił się po śmierci życiem ze złemi tworami, dobry z dobremi; pierwsze zwały się u niego świętymi, drugie złemi, przeklętemi. Tę miłość ku naturze ludu naszego widzimy dotąd tak w jego codziennym życiu, jako i w spuściznach wiekowych jego duchowej strony, jednem słowem w podaniach i pieśniach. Zwierzęta, rośliny, kwiaty, drzewa i żywioły przemawiają tam ludzką mową; a to co w wynalazczym zmyśle znakomitych poetów podziwiamy dziś, to w ludzie naszym istniało oddawna. Zaprawdę też, lud jest największym poetą! Kto umiał czerpać materyały z tej in crudo bryły złota i brylantów dla swego natchnienia, ten się nieśmiertelnym staje. Czyż bowiem Mickiewicz lub Słowacki nie są dziećmi duchowemi ludu naszego? Posłuchajmy naprzykład jak pierwszy z nich wraz z podaniami ludu naszego uwiecznia drzewa, śpiewając w Panu Tadeuszu:
Drzewa moje ojczyste! jeśli niebo zdarzy,
Bym wrócił was oglądać, przyjaciele starzy,
Czyli was znajdę jeszcze? czy dotąd żyjecie?
Wy, koło których niegdyś pełzałem jak dziecię...
Wierzba. [online]. [Data dostępu: 25.11.2013].Dostępny w Internecie:
http://www.orsza.nazwa.pl/szkola/images/articles/swieta/03-21-wierzba17.jpg
Zaczynamy od drzew, a mianowicie od wierzby. Jest ona tem między drzewami u nas, czem wróbel między ptakami, chleb między pokarmami, kolor biały między barwami, krakowiak między śpiewami, jednem słowem jest najpowszedniejszem, najwięcej napotykanem drzewem w podaniach i w życiu.
Wierzba stroi żywym płotem ogródki i podwórka wiejskie, szumi nad stawami i strumykami, płacze nad grobami cmentarzy, rozwesela oko i chłodzi podróżnego śród skwaru, użycza opału, gałązek na kosze i fujarek do wygrywania. Dla tych przymiotów kocha ją wieśniak i rad o niej w podaniach, piosenkach i przysłowiach wspominać. Zieleniejącą się na wiosnę wierzbą, lud nasz rad przyrównywać do młodej, nadobnej dziewczyny. Ztąd też w krakowiakach często jest wyśpiewywaną, np:
Po zielonej wierzbie skacze sobie sroczka:
Spodobały mi się u Marysi oczka.
Obcięta wierzba z gałęzi aż po sam pień, złamana, lub też bez korzenia utkwiona w ladajakiej ziemi, wyrasta łatwo i zieleni się szybko. Ta jej bujność i płodność dała początek mytologicznemu, litewskiemu podaniu, które tu przytaczmy:
Pewna niewiasta nazwiskiem Bienda lub Blinda była tak płodną, że nawet ze wszystkich cząści ciała, nóg, rąk, palców, potomstwo otrzymywała. Ziemia, najpłodniejsza ze wszystkich matek na świecie, pozazdrościła jej takiej urodzajności i sprawiła, że gdy raz szła przez grząską łąkę, uwięzła w niej, a potem ją za nogi tak mocno ścisnęła, że wrosły w ziemię, wyrosła wierzbą. Ztąd drzewo to uważano za święte na Litwie i wpływające zbawiennie na płodność; powiastka zaś ta, powtarzająca się podziś dzień u ludu litewskiego, dowodzi zadziwiającej mocy tradycyj ludowych; bo wiemy z mytologii litewskiej, że Blinda bajeczna bohaterka tę samą ma własność rodzenia i to samo ją spotkało od bogini Kruminy, królowej zbóż i plonu, opiekunki niw i zaprowadzicielki rolnictwa. Szukała ona swojej córki porwanejprzez boga piekieł, jeździła po wszystkiej ziemi płacząc, a łzy jej zmieniły się w pszenicę, żyto i inne zboże. Wierzba po litewsku Bkindą się zowie; lud litewski równie jak polski wielce ją szanuje, a mężatki wiejskie na Litwie modlą się przy niej, życząc sobie potomstwa. Że wierzba najpłodniejszym jest drzewem, dowodem tego jest jeszcze to, że jej gatunków znanych do 200 się liczy. U nas najpospolitsze są: wierzba zwyczajna, płacząca, złota, rokicina, łozina, wiklina, wierzba rozmarynowa, palmowa, a podanie czeskie i o białej wierzbie wspomina.(...)
Pruszkowski Witold: Sielanka. [online]. [Data dostępu: 25.11.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.taraka.pl/foto/wierzba_07.jpg
 Jest u nas podanie, że wykręcona piszczałka wierzby rosnącej w ciemnym, niedostępnym borze, gdzie ani szum wody, ani pianie koguta, nieprzyjaznego widmom i złym duchom, słyszeć się nie dały, śpiewała ludzkim głosem i poruszała się do tańca umarłych, skoro na niej zagrano. A któż nie zna owego cudownego podania o wierzbie zasadzonej na grobie dziewicy przez siostrę rywalkę, z której to wierzby zrobiona piszczałka wygrała pastuszkowi wszystko, co nieszczęśliwe dziewczę w lesie na malinach spotkało? Wszakżeż to Słowacki osnuł na tem podaniu prześliczną swą Balladynę, a Aleksander Chodźko ułożył wierszem pierwszą legendę. Pierwsze słowa, które pastuszkowi fujarka wygrała, tak nam pieśń ludowa podaje:
Graj pastuszku, graj!
Bóg ci pomagaj!
Starsza siostra mnie zabiła,
Młodsza siostra mnie broniła,
Graj pastuszku, graj!
Bóg Ci pomagaj. (...)
Lecz o ile wierzba zielona, zagajona, mile jest przez lud widziana, o tyle spróchniała, sucha, przykre czyni na nim wrażenie; w przesądach jego nawet jest zazwyczaj siedliskiem zrazu złych duchów, a za chrześcijaństwa diabłów, którzy czyhają na wieśniaków przechodzących i często ich na manowce wprowadzają. Chcąć zaś wyrazić niestosowne, a zarazem uporczywe miłostki, używa się przysłowia: "Zakochał się, jak diabeł w suchej wierzbie!". Z suchej wierzby misternie wyciągnął Wacław Szymanowski tłustego diabła we fraczku i opisał w bardzo zręcznym wierszu, umieszczonym w kalendarzu Józefa Ungra z r. 1855, "Historyą, jako diabeł schudł przy babie". Piosnki smutnie wspominają czasem o starej wierzbie, z alluzyą do starej żony, do wymrożonego uczucia, np.
Siedzi ptaszek w starej wierzbie, zima tam.
Kiedy ja się młodej żony doczekam?
Dejtrowski Tomasz: Mazowieckie wierzby. [online]. [Data dostępu: 25.11.2013]. Dostępny w Internecie: http://www.polskiekrajobrazy.pl/Galerie/71:Mazowsze/45715:mazowieckie_wierzby.html
Bibliografia:
1. Grajnert Józef: Drzewa podaniowe. Drzewa podaniowe. Wierzba. "Tygodnik Ilustrowany" 1863, nr 220, s. 478 [online]. [Data dostępu: 25.11.2013]. Dostępny w Internecie: http://www.bilp.uw.edu.pl/ti/1863/220.htm

wtorek, 19 listopada 2013

Jeziora w Gostyninie

Gostynin i jego okolice posiadają doskonałe warunki przyrodnicze i krajobrazowe. Jedną z największych atrakcji miasta jest gostyniński oz, który powstał powstał powstał podczas zlodowacenia bałtyckiego w czasie fazy leszczyńskiej. Występuje on na zachód od Gostynina, gdzie ciągnie się na odcinku 14 kilometrów, równolegle do rzeki Skrwy. W najwyższej części osiąga on 121,3 m i właśnie ta część ozu objęta jest ochroną rezerwatową.(...) (Lamparski)
Wyróżniający się w terenie Oz Gostyniński. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.zycieaklimat.edu.pl/pojezierze_gostyninskie
Rezerwat Dybanka, poza wartościami naukowymi, posiada wysokie walory krajobrazowe. Obejmuje on północną część ozu.  Nazwa rezerwatu nawiązuje do najwyższego fragmentu ozu jakim jest wzniesienie  o takiej właśnie nazwie. 
Rezerwat Dybanka. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013]. Dostępny w Internecie:http://archiwum.pojezierzegostyninskie.pl/?p=77
Na terenie rezerwatu występują trzy typy siedliskowe lasu: bór suchy, bór świeży i  bór  mieszany  wilgotny,  przy  czym dominują dwa pierwsze głównie z drzewostanami sosnowowymi i  brzozowymi. W podszycie drzewostanów na  siedlisku boru suchego występuje jałowiec pospolity, a w runie: chrobotek reniferowy, chrobotek leśny, wrzos zwyczajny, borówka brusznica, szczotlicha siwa. Podszyt drzewostanów na siedlisku boru świeżego stanowi buk zwyczajny i dąb szypułkowy, a w  runie  występuje kosmatka owłosiona, borówka czernica. Drzewostan na siedlisku boru mieszanego wilgotnego złożony jest z sosny pospolitej, dębu szypułkowego, olszy czarnej, brzozy brodawkowatej i grabu zwyczajnego. (Program ochrony przyrody...)
Jezioro Bartoszewo. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013].
Dostępny w Internecie:http://www.gostynin.pl/47,turystyka.html
(...)U podnóża Ozu Gostynińskiego, w dawnej rynnie, przycupnęło kilka małych jeziorek rynnowych (np. Czarne, Kocioł, Bratoszewo). Między nimi lawiruje Skrwa, kierując się na północ, ku Wiśle. Dawniej spływ wody odbywał się w przeciwnym kierunku. Z rynny kończącej się w okolicach Osin wody odpływały doliną Głogowianki, która wpadała w Kutnie do doliny Ochni. (Lamparski) Na terenie miasta obszar tego krętego wału pokryty jest lasami.
Niewątpliwie bardzo duże znaczenie nie tylko turystyczne, ale także hydrograficzne i gospodarcze mają gostynińskie jeziora polodowcowe.
Jezioro Bartoszewo. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013].
Dostępny w Internecie:http://www.gostynin.pl/47,turystyka.html
Jezioro Czarne. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013].
Dostępny w Internecie:http://www.gostynin.pl/47,turystyka.html
Jezioro Czarne. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013].
Dostępny w Internecie:http://www.gostynin.pl/47,turystyka.html
Jezioro przy Zamku. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013].
Dostępny w Internecie:http://www.gostynin.pl/47,turystyka.html
Jezioro przy Zamku. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013].
Dostępny w Internecie:http://www.gostynin.pl/47,turystyka.html
Jezioro Kocioł ma powierzchnię 4 hektarów i głębokość 17 metrów.
Jezioro Kocioł. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013].
Dostępny w Internecie:http://www.gostynin.pl/47,turystyka.html
 Legenda o jeziorze Kocioł
Wśród borów, niedaleko Gostynina, stał niegdyś dworzec - zamek, siedziba starosty. Pojął on za żonę młodą szlachciankę, niezwykłej urody. Zamek starościński odwiedzał często książę - pan na Gostyninie. W drużynie książęcej znalazł się pewien młodzian z dalekiej krainy. Upodobał on sobie piękną starościnę.
Gdy obce hordy poczęły zagrażać okolicznym ziemiom, starosta wraz z rycerstwem wyruszył na wojnę. Po kilku tygodniach, późną wieczorową porą, przywieziono do zamku rannego woja, którym okazał się ów piękny młodzian z drużyny książęcej. Starościna otoczyła przybysza czułą opieką. Mijały miesiące. Na zamku zupełnie zapomniano o osobie starosty. Urządzano huczne przyjęcia, nie bacząc na nieodpowiedni czas. Starościna nie kryła się już wcale ze swą grzeszną miłością.
Kiedyś w czasie uczty otworzyły się raptownie drzwi, w których wśród chrzęstu zbroi, pojawił się duch starosty.
Tyś o mym zgonie śląc kłamliwe wieści,
Chciała ślubnym związkiem swej zbrodni dokonać,
Gdy ja z rozpaczą, w podwójnej boleści
Konałem w więzach i nie mogłem skonać.

Tyś brudną zgrają mój zamek zaplewił,
Przybytkiem zasług i cnoty płonący,
I straszliwej zbrodni potęgą zamienił,
W piekielny kocioł potępieniem wrzący.

"Przeklęty" - zagrzmiał - "o biada ci, biada"!
Wnet jękiem wiatru zawyli szatani,
Z głuchym łoskotem zadrżała posada
I zamek zniknął w rozwartej otchłani.

W tej rozpadlinie, gdzie straszliwa zbrodnia
Znalazła karę - stanęło jezioro,
Przejmujące trwogą każdego przechodnia
Co śmie w tę stronę iść wieczorną porą.

Lud okoliczny dał mu "Kotła" miano,
Wierząc niezłomnie, że w tych stron obrębie
Żadnego śmiałka dotąd nie widziano,
Co by chciał zajrzeć w tę bezdenną głębię.
Jezioro Kocioł. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013].
Dostępny w Internecie:http://www.gostynin.pl/47,turystyka.html
Bardzo dziękuję Miejskiej Bibliotece Publicznej w Gostyninie za nadesłanie gostynińskich legend

Bibliografia:
  1.  Józefowicz Jadwiga. Legenda o jeziorze Kocioł.
  2. Lamparski Sławomir: Pojezierze Gostynińskie. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013]. Dostępny w Internecie: http://www.zycieaklimat.edu.pl/pojezierze_gostyninskie
  3. Program ochrony przyrody w Nadleśnictwie Gostynin. [online]. [Data dostępu: 19.11.2013]. Dostępny w Internecie: http://bip.lasy.gov.pl/pl/bip/px_dg~rdlp_lodz~nadl_gostynin~program_ochrony_przyrody_nadlesnictwa_gostynin.pdf

poniedziałek, 14 października 2013

Kielce pełne wspomnień

Po raz pierwszy w Kielcach byłam w 1976 r. Był to pobyt wyjątkowy, ponieważ związany z uczestnictwem na III Harcerskim Festiwalu Kultury Młodzieży Szkolnej. Przez trzy tygodnie brałam udział w warsztatach teatralnych, występowałam na scenie i na ulicach, a co najważniejsze oglądałam występy innych zespołów i solistów.
Kielce były wtedy dla mnie miastem kontrastów. Z jednej strony nowoczesne (jak na tamte czasy) akademiki, a z drugiej - przycupnięta obok - chata kryta słomą, w której mieszkali ludzie. Poza tym było to miasto kolorowe, rozśpiewane i roztańczone.
Kielce, ul. Sienkiewicza. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://kielce.mapofpoland.pl/Kielce,zdjecie,15142,Ul-Sienkiewicza.html#galeria
Ulica Sienkiewicza jest jedną z głównych, kieleckich ulic. Tutaj odbywały się kiermasze przygotowane przez wszystkie zespoły. Można było na nich kupić przeróżne gadżety pochodzące ze wszystkich stron Polski. Tedy przeszedł, rozpoczynający Festiwal, kolorowy korowód złożony przez wszystkich uczestników.
Kielce, ul. Sienkiewicza. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://kielce.mapofpoland.pl/Kielce,zdjecie,15606,Ul-Sienkiewicza.html#galeria
Tak jak wspominałam, zespoły prezentowały swoje umiejętności w różnych miejscach. Nasza grupa występowała, np. na dworcu PKS i w parku. Jednak główne, oceniane przez jury, spektakle odbywały się na dziedzińcu Pałacu Biskupów.
Kielce. Pałac Biskupów Krakowskich. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://podroze.onet.pl/kielce-koniec-remontu-bylego-wiezienia/4lbtb
Pałac Biskupów Krakowskich został wzniesiony w latach 1637-1644 z inicjatywy biskupa krakowskiego Jakuba Zadzika. Jest on najcenniejszym z zachowanych, przykładem polskiej rezydencji z epoki Wazów. Autorem projektu był prawdopodobnie włoski architekt  Tomasz Poncino, który kierował także pracami budowlanymi. Dwukondygnacyjny korpus główny, przykryty czterospadowym dachem został ujęty czterema sześciobocznymi wieżami. Skrzydła boczne dobudowano w I połowie XVIII w. według projektu Kacpra Bażanki. Pomimo pewnych przekształceń dokonanych w XIX w. pałac kielecki zachował pierwotną bryłę, dekorację elewacji oraz oryginalny wystrój większości wnętrz.
Kielce. Pałac Biskupów Krakowskich. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.polskiezabytki.pl/m/obiekt/7745/
Po upadku powstania styczniowego, władze rosyjskie dokonały w wyglądzie pałacu daleko idących zmian. Marmurowe portale z wnętrz przeniesiono do nowo wzniesionej cerkwi, zburzono przylegającą do katedry Bramę Krakowską, zmieniono też formę samego pałacu zdejmując hełmy z wież i kamienne rzeźby z elewacji. W 1866 r. rezydencja stała się siedzibą władz Guberni Kieleckiej.
W 1914 roku budowla była siedzibą Komisariatu Wojsk Polskich w Kielcach, a przede wszystkim kwaterą Józefa Piłsudskiego. Następnie w 1919 r. kielecki pałac stał się siedzibą kieleckiego Urzędu Wojewódzkiego. W latach dwudziestolecia międzywojennego przywrócono jego dawny wygląd, umieszczając ponownie hełmy na wieżach, a w 1939 r. uroczyście otwarto Sanktuarium Marszałka Józefa Piłsudskiego.
Jakobielski Michał. Kielce. Pałac Biskupów Krakowskich. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.polskiezabytki.pl/m/obiekt/7745/
Wieczorami odbywały się koncerty w amfiteatrze na Kadzielni. Co to były za koncerty...
Kadzielnia z lotu ptaka. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=275485
Kadzielnia jest rezerwatem ścisłym przyrody nieożywionej, o pow. 0,6 ha, utworzony w 1962 roku. Ochronie podlega najwyższa część wyniosłego skalnego cypla, tzw. Skałka Geologów, wznosząca się pośrodku nieczynnego od 1962 r. kamieniołomu. W jej obrębie, zachowały się relikty roślinności naskalnej. Nazwa wzgórza Kadzielnia pochodzi od zbierania na nim w dawnych czasach ziół na kadzidło dla potrzeb katedry.
Kadzielnia. Widok na Skałkę Geologów i Szmaragdowe Jesioro. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.um.kielce.pl/turystyka/rezerwaty_przyrody/rezerwat_kadzielnia/
Wszystko co dobre, szybko się kończy, skończył się także Festiwal, a nasza grupa wróciła do domu ze Srebrną Sową. 
Mijały lata, dorosłam, poszłam do pracy i na studia. Na drugim doku doszła do nas sympatyczna dziewczyna, która jak się okazało, była mieszkanką Kielc. Nasza znajomość, trwająca zresztą do dzisiaj, zaowocowała moimi częstymi wizytami Górach Świętokrzyskich. Koleżanka "zaciągnęła" mnie do każdego ciekawego miejsca w mieście i okolicach. Odwiedziłam m.in.: Tokarnię, Oblęgorek, Łysą Górę i Nową Słupię. Najczęściej jednak bywałam w poniższym budynku. Mieściła się w nim Biblioteka Muzeum Narodowego w Kielcach
Kielce. Rynek. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Rynek_w_Kielcach_02_ssj_20050513.jpg
Jest to Kamienica Tomkiewiczów, zwanej też Kamienicą pod Trzema Herbami. Jej pierwszy właściciel, Kazimierz Tomkiewicz (1707 - 1767), był majętnym kupcem. Posiadał nie tylko dużo pieniędzy, ale u dużo, bo aż dwanaścioro, dzieci. Jego druga żona także do ubogich nie należała skoro stać ją było na ufundowanie srebrnego wota dla kolegiaty. Pod koniec osiemnastego wieku, kamienica popadła w ruinę. Odbudowano ją dopiero w XIX w.
Kielce. Rynek. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.sztuka-krajobrazu.pl/150/slajdy/przestrzen-publiczna-rynek-w-kielcach
Popołudniami wybierałyśmy się na spacery, które często kończyły się pobliskiej Karczówce.
Karczówka. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://kielce.mapofpoland.pl/Kielce,zdjecie,13463,Karcz%C3%B3wka.html
Nazwa wzgórza wywodzi się od osady leżącej na jego zboczu, zamieszkałej przez górników zajmujących się karczowaniem lasu. Akt erekcyjny wydano 2 maja 1624 roku. Kielce liczyły wówczas około 1500 mieszkańców. Lokalizacja uwarunkowana była bliskim położeniem Kielc, możliwością budowy w przyszłości drogi krzyżowej oraz bliskością surowców budowlanych. Po wzniesieniu pierwotnego kościoła, który swym kształtem odbiegał od obecnej bryły, arcybiskup nadał Karczówce nazwę - Góra Świętego Karola, jednak nazwa ta nigdy nie znalazła akceptacji mieszkańców .Zespół klasztorny ufundował biskup krakowski Marcin Szyszkowski, jako wotum za ominięcie Kielc przez szalejącą w kraju w 1622 r. zarazę.
Po wyjściu z kościoła, z tarasu widokowego możemy podziwiać panoramę głównego grzbietu Gór Świętokrzyskich.  
Karczówka jest także rezerwatem krajobrazowym. Na obszarze wzgórza zachowały się liczne ślady górnictwa: zapadliska w miejscach szybów, tzw. szpary oraz hałdy, obecnie porośnięte lasem i wtopione w krajobraz. Teren rezerwatu posiada walory naukowe i krajobrazowe. W drzewostanie porastającym wzgórze w obrębie rezerwatu dominuje sosna, liczne są też buki i brzozy. Las sosnowy ma około 180 lat. Na terenie Karczówki występuje wiele roślin chronionych: sasanki, bluszcze, storczyki, lilia złotogłów.
Karczówka. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://kielce.mapofpoland.pl/Kielce,zdjecie,16771,Klasztor-Karcz%C3%B3wka.html
Moje pobyty w Kielcach, kończyły się zawsze w statku kosmicznym, czyli na dworcu PKS-u.
Kielce. Dworzec PKS. [online].[Data dostępu: 8.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://kielce.mapofpoland.pl/Kielce,zdjecie,13871,Dworzec-PKS.html
Żeby tradycji stało się zadość, na zakończenie -

Legenda o powstaniu Kielc

Działo się to za czasów króla Bolesława Śmiałego, zwanego także Szczodrym. Pewnego dnia syn owego króla, młodzieniec o  imieniu Mieszko, wybrał się z myślowymi na polowanie, które w tamtym czasie było jednym z niewielu zajęć dla młodych ludzi. Zdecydowali się wybrać do puszczy jodłowej, dzisiejszych lasów świętokrzyskich, w których to dzikiego zwierza nigdy nie brakowało, a i widoki były warte wyprawy.
Kiedy Mieszko wraz z kompanami jechał na koniu śladami dzika, postanowił przeciąć drogę zwierzęciu, by samemu stawić mu czoła. Puszcza jodłowa nie była jednak łaskawa dla młodego Mieszka. Drzewa nie wskazywały mu drogi, nie rozchylały gałęzi, ale stały nieruchomo, obserwując pościg. Nie był to łatwy pościg dla myśliwego, a i miejsce, choć piękne, to jednak dzikie i mało dostępne dla młodzieńca na koniu. Ale cóż to? Ścieżki wyglądają tak samo jak mijane przed chwilą. „Czyżbym zabłądził?” – zastanawiał się Mieszko, zmęczony pogonią za dzikiem. Młodzieniec postanowił odpocząć. Zsiadł z konia, poklepał go przyjaźnie i przysiadł pod wielkim dębem, który rósł przy pięknej polanie. Mieszko podziwiał las, słuchał śpiewu ptaków i, nawet nie wiadomo kiedy, zasnął snem głębokim. Nie był to jednak sen dający odpoczynek. Śniło mu się, że napadli go w lesie zbójcy i chcieli go otruć, wlewając mu zatruty płyn do ust. Kiedy po wypiciu zatrutego napoju tracił siły, ujrzał nagle świętego Wojciecha. On to swoim pastorałem nakreślił na ziemi szlak, spod którego wypłynął strumień. Kiedy woda zaczęła płynąć, szukając sobie drogi wśród traw i krzewinek, Mieszko się obudził. Ale co to? W pobliżu niego biło źródło. „Przecież go wcześniej tam nie było!” – przypominał sobie Mieszko, ale ogromnie zmęczony pogonią za zwierzyną, podszedł do źródła i napił się jego czystej, orzeźwiającej wody. W momencie siły zaczęły mu wracać i to na tyle, że ruszył w dalszą drogę z postanowieniem odnalezienia swoich kompanów. Jechał, podziwiając puszczę jodłową i rozmyślając nad snem i źródłem, które pojawiło się w sposób dla niego zagadkowy, i o jego niezwykłej mocy. „Ale co to? Kieł?” – nie dowierzał swoim oczom młodzieniec, zsiadając z konia, by przyjrzeć się niezwykłemu znalezisku. Rzeczywiście, to był ogromny kieł nieznanego mu dotąd zwierzęcia. Mieszko, zaskoczony niezwykłymi zdarzeniami, jakie spotkały go w tutejszym lesie, postanowił niebawem wrócić w to miejsce, by założyć osadę. „To niezwykła okolica i zasługuje na to, by w niej mieszkać” – pomyślał, po czym ruszył dalej. Gdy odnalazł kompanów, opowiedział im o swoich przygodach, które przeżył w puszczy.
Niedługo potem na polanie, gdzie Mieszko odpoczywał i przyśnił mu się święty Wojciech, zbudowano piękny kościół, imieniem świętego Wojciecha nazwany. Wokół kościoła założono osadę, którą nazwano Kiełcami, od niezwykłego znaleziska w puszczy, a strumień, dzięki któremu Mieszko odzyskał siły, nazwano Silnicą. Dziś legendarna osada jest pięknym miastem o nazwie Kielce, w którym do dziś stoi kościół świętego Wojciecha i płynie przez miasto rzeka Silnica. Wokół Kielc nadal szumią drzewa w puszczy jodłowej, która z pewnością kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic.

 Bibliografia:

wtorek, 1 października 2013

Łysa Góra i czarownice

Logo województwa świętokrzyskiego. [online].[Data dostępu: 3.10.2013].
Dostępny w internecie: http://swietokrzyskie.regiopedia.pl/wiki/logo-wojewodztwa-swietokrzyskiego
Jeżeli chcemy spotkać czarownice, musimy koniecznie odwiedzić Łysą Górę. Jest to, obok Góry Ślęży, najbardziej rozpoznawalne miejsce związane z pogaństwem. Źródła pisane z XIII stulecia -  Latopis Halicko-Wołyński  i Kronika Wielkopolska  jako pierwsze wzmiankują o szczycie Łyśca jako o miejscu, gdzie znajdować się miał obiekt o charakterze pogańskim. Tradycję taką potwierdził w XV  wieku  w swej kronice również Jan Długosz.  
(...)a jej szczycie znajdować się miała bożnica w bałwochwalstwie 
żyjących Słowian, gdzie bożkom Lelum i Polelum ofiary czyniono
 i podług innych czczono tu bożyszcza: Świst, Poświst, Pogoda...(...)
Legendy związane z Łysą Górą mówią nie tylko o czci oddawanej tu bóstwom: Łady, Boda i Lela (Pogody, Śwista i Pośwista), ale również o „zamku" - ośrodku władzy, rzekomym poprzedniku fundacji benedyktyńskiej. Wg podania na łysogórskim zamku panowała pani, która uniesiona pychą wymagała dla siebie boskiej czci. Za to bluźnierstwo poniosła śmierć, a gromy zniszczyły i rozsypały budowle zamkowe. Jeszcze do dziś bieleją zwaliska skał. Tę opowieść można uważać za ludowe tłumaczenie powstania gołoborzy.
Łysa Góra z lotu ptaka.[online].[Data dostępu: 01.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.aktualnosciturystyczne.pl/certyfikaty-pot/swietokrzyski-szlak-archeo-geologiczny/
Fundacji klasztoru dokonał Bolesław Krzywousty w latach  1102-1138. Potwierdza to stary przekaz, biskupa Boguchwała pochodzący z pierwszej połowy XII w., który opisując czyny księcia zanotował: ...tamże bowiem Bolesław opactwo zakonu św. Benedykta na Łysej Górze pobożnie ufundował na cześć Trójcy Przenajświętszej.
Widok na Łysą Górę i klasztor, miasteczko Nowa Słupia z kierunku Starej Słupi.
Obrazek pochodzi z czasopisma "Tygodnik Ilustrowany" z 1887 r.,nr246.
[online].[Data dostępu: 01.10.2013]. Dostępny w Internecie: http://tiny.pl/qh6zg
Jelonek Maciej: Łysa Góra. Widok ze Starej Słupi.[online].[Data dostępu: 01.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://tiny.pl/qh6zl
Nad Górami Świętokrzyskimi, wysoka w chmurach króluje dumny szczyt Łysej Góry. W miejscu tym - jak mówią ludowe przekazy - odbywały się spotkania czarownic - zwane sabatami. Podczas tych zjazdów diabły i czarownice odprawiały tajemne gusła, trwała piekielna zabawa i tańce. 
Nikt z ludzi nie śmiał się tam zbliżyć. Szatańskie śmiechy, straszne zaklęcia i upiorny wygląd uczestników sabatu mógł śmiertelnie przerazić. Czarownice żyły wśród mieszkańców okolicznych wsi. Wyglądały jak zwykłe kobiety. Tylko nocą, kiedy wśród jodeł szalała wichura i pioruny rozświetlały ciemność, diabelskie siostry siadały na miotły lub łopaty i po wypowiedzeniu zaklęcia:
"Płot nie płot
las nie las
wieś nie wieś
biesie nieś"

przenosiły się na szczyt Łysej Góry.
Sabat czarownic. [online].[Data dostępu: 01.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://laliny.mazowsze.pl/index.php?adres=zw4.htm
Ludzie zawsze obawiali się czarownic. Potrafiły one zsyłać na ludzi i zwierzęta choroby i śmierć, odbierać krowom mleko, wywoływać burze, zatruwać żywność i wodę, odbierać miłość mężów i narzeczonych. Kiedy na Łysej Górze wzniesiono klasztor (od tego czasu zaczęto nazywać to wzniesienie Górą Świętego Krzyża), bicie dzwonów i modlitwy mnichów przeszkadzały złym mocom.
Pewnej nocy diabły wyrwały z piekła ogromny głaz, wyleciały na ziemię otworem zwanym dziś Jaskinią Piekło (pod Gałęzicami koło Chęcin) i ruszyły w stronę klasztoru. Zmęczone dźwiganiem ciężaru przysiadły na chwilę na Górze Klonówce. Wtedy od wsi dobiegło pianie koguta - wstawał świt i diabelskie siły traciły moc. Ogromny głaz, wypuszczony z szatańskich szponów spoczywa do dziś na tym miejscu i nazwany został Diabelskim Kamieniem.
Łysa Góra.[online].[Data dostępu: 01.10.2013].
Dostępny w Internecie:
http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=16517
Rozgniewany Lucyfer wysłał ponownie swoich poddanych na Św. Krzyż, nakazując im zburzenie klasztornych zabudowań. Tym razem diabły niosły kamienie w płachcie. Były już blisko celu, gdy śpiące na klasztornym podwórku gęsi zbudzone łopotem i gwarem w powietrzu, zagęgały na alarm. Hałas wyrwał ze snu jednego z zakonników, który uderzył w dzwon, myśląc, że nadszedł czas na poranną modlitwę. I znów nie udał się diabelski podstęp. Diabły ogłuszone biciem dzwonów upuściły płachtę i potężne kamienie posypały się na zbocze góry. Leżą tam do dziś, rozbite na kawałki. Tak powstało gołoborze.
Gołoborze na Łysej Górze [online].[Data dostępu: 01.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.turnia.pl/galerie_gor/4237.php?o=1
Klasztorne modlitwy raz na zawsze przegnały miejscowe czarownice, które już nigdy więcej nie urządziły, żadnego sabatu na szczycie Łysej Góry. 
Łysa Góra - Wał Pogański[online].[Data dostępu: 01.10.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.turnia.pl/galerie_gor/4237.php?o=1
Czy aby na pewno nie zlatują się tam czarownice? Warto sprawdzić.

Bibliografia:
  1. Kalina Dariusz: Na Łysej Górze.[online]. [Data dostępu: 1.10.2013]. Dostępny w Internecie: http://www.wrota-swietokrzyskie.pl/406/-/asset_publisher/iW3q/content/na-lysej-gorze
  2. O szabatach czarownic. [online]. [Data dostępu: 1.10.2013]. Dostępny w Internecie: http://www.powiat.kielce.pl/podania-i-legendy/1605-o-sabatach-czarownic.html

środa, 28 sierpnia 2013

Karpacz - Krucze Skały

Krucze Skały to ciąg kilku wychodni skalnych zbudowanych z granitognejsów o wysokościach ścian dochodzących do 25 m, wyrastających ze zbocza doliny Płomnicy. Doprowadza do nich, od ulicy Skalnej wyraźna, oznaczona drogowskazem ścieżka, odbijająca w prawo, tuż za mostkiem, 15 min. od centrum miasta.
Marcin: Karpacz - Krucze Skały. [online]. [Data dostępu: 28.08.2013].
Dostęny w Internecie: http://marcin-1975.flog.pl/wpis/5773004/karpacz--krucze-skaly
Krucze Skały. [W:] Krodo. [online]. [Data dostępu: 28.08.2013].
Dostęny w Internecie: http://www.krodo.pl/atrakcja/szczegoly/4272/
 Legenda o Kruczych Skałach
W odległej przeszłości mieszkało w Karpaczu dwóch braci i jak zawsze to bywa w ludowych opowieściach, jeden był bogaty a drugi biedny. Bogaty był laborantem. Wyrabiał przeróżne lekarstwa z górskich ziół, zbieranych przez ubogie kobiety karpackie. Był skąpy i oszukiwał na wadze przy skupie zebranych przez nie górskich kwiatów i korzeni roślin. Natomiast biedny brat był drwalem i od wiosny do zimy siekierą i piłą ciężko pracował w lesie przy wyrębie drzew na opał i na budowę chat dla ludzi. Miał liczną rodzinę i chorą żonę, więc często do jego ubogiej, kurnej i starej chaty zaglądała Bieda i Nędza. Szczególnie wiosną, gdy na przednówku wszelki pokarm drogo kosztował, często brakowało w jego chacie choćby kromki czarnego, suchego chleba.
Nie współczuł biednemu bogaty brat, który nie wiedział co to jest głód i chłód. Nigdy w biedzie mu nie dopomógł, ani też żadnego lekarstwa chorowitej żonie bezpłatnie nie dał. Natomiast drwal nigdy nie zwracał się o pomoc do swego brata, gdy jednak któregoś dnia jego dzieci tak bardzo były głodne, że już z głodu zaczęły puchnąć, udał się z prośbą o trochę mąki. Skąpemu bogaczowi zrobiło się jednak żal dać coś bezpłatnie, a ponieważ wiedział, że drwal nie ma pieniędzy, zażądał za kilkanaście garści mąki obydwoje jego oczu.
Biedny drwal, chcąc ratować swe dzieci od śmierci głodowej, wyraził zgodę na utratę wzroku. Pozwolił się okaleczyć, lecz gdy oślepiony powrócił do chaty z małym workiem mąki, pojął iż ratując teraz swe dzieci od śmierci głodowej, nie będzie już nigdy mógł pracować w lesie. Dlatego kazał codziennie rano odprowadzać się nad Niedźwiadę, której brzegiem wiodła wąska i kręta ścieżka z Karpacza przez Sowią Przełęcz aż do odległej, czeskiej Małej Górnej Upy.
Siadał przy tej ścieżce i od przechodzących nią ludzi wypraszał żywność lub nieliczne grosze na chleb. Później zatrudnili go przemytnicy, szmuglujący przez Karkonosze tytoń, tabakę i rum. Płacili mu, by co noc wysiadywał na ścieżce i światłem ogniska dawał sygnały o ewentualnych zasadzkach organizowanych przez królewskich urzędników celnych w dolinie. Przesiadywał więc często całe noce nad Niedźwiadą, zasypiając na trawie przy szumie płynącej wody. Urzędnicy celni, przechodzący dość często ścieżką nad brzegiem potoku, nie zwracali uwagi na ślepca i jego ognisko uważając, że żona zapomniała odprowadzić go na noc do chaty.
Którejś nocy kaleki drwal nie mógł zasnąć i około północy usłyszał jakieś ptaki, które trzepotały skrzydłami przelatując nad jego głową i siadały w pobliżu miejsca, gdzie leżał. Trwało to dłuższą chwilę, a gdy ucichły do uszu ślepca dobiegły dziwne dźwięki.
- Uspokójcie się, siostry sowy! – usłyszał głos płynący ze skały – Dziś, jak co roku, w Sowią Noc zleciałyśmy się z całych Karkonoszy by tu, ludzkim głosem opowiedzieć sobie najciekawsze wiadomości zebrane w miejscach, gdzie znajdują się nasze gniazda. Ja, sowa znad Niedźwiady, mam prawo zabrać głos jako pierwsza i chcę was powiadomić, że najstarsi mieszkańcy Karpacza opowiadają, iż w Sowią Noc woda Niedźwiady ma moc cudownego leczenia ludzi. Każdemu ślepcowi przywrócić może wzrok, jeżeli trzykrotnie zamoczy dłoń i trzykrotnie przemyje nią swe oczy, wypowiadając równocześnie słowa: „Skała, sowa, woda, mrok, ty Niedźwiado zwróć mi wzrok”.
Później odezwał się inny ptak.
- Ja jestem sowa znad Łomniczki i chcę poinformować was, siostry moje, że w wodzie potoku nad którym znajduje się moje gniazdo, nieco niżej wodospadu spływającego kaskadami po stromym, kamienistym stoku, znajduje się duży, płaski głaz, a pod nim leży ukryta w wodzie bryła szlachetnego kamienia, tak wielka jak konewka używana do pojenia bydła. Można ją wydobyć spod owego głazu o północy, w setnym dniu po dzisiejszej nocy i tylko przy świetle pochodni sporządzonej z koszuli dziecka urodzonego w Nowy Rok, nasyconej woskiem z kościelnych świec.
Po tej wypowiedzi zabrała głos następna sowa. Jej gniazdo znajdowało się nad Złotym Potokiem, który płynie w Białym Jarze.
- Chcę powiedzieć wam, że nad brzegiem Złotego Potoku, trzynaście kroków na zachód od miejsca, gdzie oddaje on swe wody rzece Łomnicy, znajduje się niewielka sterta kamieni. Spoczywa pod nią szkielet pewnej kobiety, zabitej przez mieszkańca Karpacza o nazwisku Kruger. Pod tym szkieletem ukryty jest skarb. Odnajdzie go tylko ten człowiek, który kości kobiety przeniesie i pochowa w poświęconej ziemi.
Mówiły po niej inne sowy znad potoków i rzek Karkonoszy, lecz ślepy drwal nie słuchał już. Podczołgał się nad brzeg Niedźwiady, trzykrotnie zamoczył dłoń w jej bystrej i chłodnej wodzie. Przemywał swe zapadnięte powieki na oczodołach, wypowiadając za każdym razem zapamiętane słowa. Odzyskał rzeczywiście wzrok, powrócił do domu, a potem udał się do Białego Jaru. Odszukał pod stertą kamieni szkielet zamordowanej kobiety, o której wspominała sowa i przyniósł go do wsi. Potem własnoręcznie pochował go na cmentarzu w poświęconej ziemi, a nawet poprosił księdza z Miłkowa, by pokropił kości poświęconą wodą i odprawił nad nimi egzekwie.
Następnego dnia odnalazł skarb, który niepojętym sposobem sam wysunął się spod kamieni, na których niegdyś położono zwłoki kobiety. Była tam nieduża, żelazna skrzynia, mocno przeżarta rdzą, a w jej wnętrzu znajdowały się ponad dwa funty złotych monet, jakaś biżuteria kobieca i poczerniały ze starości złoty kielich kościelny.
Ten kielich podarował drwal zdumionemu plebanowi miłkowskiemu za udział w pogrzebie, prosząc o trochę wosku ze świec ołtarzowych kościoła. Potem powędrował do Jeleniej Góry, gdzie sprzedał u złotnika znalezioną biżuterię, a za otrzymane pieniądze zakupił nową odzież i żywność dla rodziny. Przez następne dni chodził po Karpaczu i okolicznych siołach, rozpytując się o dziecko urodzone w Nowy Rok. Znalazł takie w Ściegnach, nabył jego starą koszulę, owinął nią kij i nasycił roztopionym woskiem ze świec z kościoła w Miłkowie. Z przygotowaną w ten sposób pochodnią liczył skwapliwie dni, które minęły od Sowiej Nocy i wysłuchania rozmów sów nad Niedźwiadą.
Dokładnie w setną noc od tamtej daty udał się drwal do Kotła Łomniczki i w pobliżu szumiącego wodospadu odszukał płaski kamień, wspomniany przez sowę. Przy świetle pochodni, wytężając wszystkie swe siły, parokrotnie próbował poruszyć kamień, lecz ten pozwolił się przesunąć dopiero po północy. Ukazała się pod nim duża bryła aleksandrytu, która w świetle pochodni zalśniła ślicznym, ciemnogranatowym blaskiem.
Dla biednego dotychczas drwala nastąpiły radosne dni. Przestał myśleć o głodzie, stale dotychczas zagrażającym jego rodzinie. Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży szlachetnego kamienia rozpoczął budowę nowej, obszernej chaty, a sąsiedzi jego i brat – laborant, nie mogli się nadziwić jakim cudem ten biedak odzyskał wzrok i stał się bogaty. Drwal jednak nie zataił niczego. Opowiedział bratu o Sowiej Nocy, spędzonej w pobliżu skał nad Niedźwiadą i o wszystkim czego dowiedział się od mówiących tam ludzkim głosem sów.
Od tego czasu laborant zaczął przemyśliwać, czy nie warto byłoby chodzić co noc nad Niedźwiadę pod owe skały i czekać Sowiej Nocy, by podsłuchać co będą mówić sowy ludzkim głosem. Zapragnął zdobyć większe skarby od brata. Zaczął nawet marzyć co zrobiłby z uzyskanym bogactwem. Zdecydował oślepić się i codziennie wieczorem chodził nad Niedźwiadę z nadzieją, że wkrótce nastąpi Sowia Noc. Wierzył, że wytrwa w swym postanowieniu, mimo chłodów, deszczów i śniegu. Chodził cierpliwie przez kilka miesięcy, a paląca chęć zysku dodawała mu sił i zagrzewała go do wytrwania w postanowieniu.
Którejś nocy usłyszał nad głową szum ptasich skrzydeł i z radością pomyślał, że to już zlatują się. sowy na coroczne spotkanie. O północy doszedł go od strony skał chrapliwy głos ptaka.
- Słuchajcie mnie, bracia kruki! Dziś, w Kruczą Noc, zlecieliśmy się tu ze wszystkich gór Dolnego Śląska, by opowiedzieć sobie najciekawsze wiadomości zasłyszane od ludzi na naszym terenie. Ja, kruk z Karkonoszy, pozwalam sobie zabrać głos jako pierwszy, by przekazać wam wiadomość, że we wszystkich siołach i osadach górskich Karkonoszy opowiadają ludzie iż jest w Karpaczu pewien bogaty laborant, bardzo skąpy i bardzo chciwy. Oszukuje on zielarki, które zbierają dla niego zioła i korzenie niektórych roślin oraz nabywców swych lekarstw. Także swemu rodzonemu bratu nie dopomógł w biedzie, lecz go oślepił.
Po tych słowach zadrżał brat drwala. Domyślił się bowiem, że o nim była mowa, a tymczasem zabrał głos kruk następny.
- Jestem krukiem z Gór Kaczawskich i przyfrunąłem tu z taką samą wiadomością. W moich górach i we wsiach rozrzuconych nad rzeką Kaczawą, ludzie opowiadają o tym złym człowieku z Karpacza, który mimo dostatniego życia oślepił rodzonego brata za garstkę mąki na kluski dla jego głodnych dzieci.
Podobne słowa powtórzyły kruki z Gór Izerskich, Rudaw Janowickich oraz Gór Sokolich, Orlickich i innych. Gdy zabrał głos kruk z Gór Kamiennych, na laborancie ścierpła skóra ze strachu. Pożałował swej ciekawości, wstał szybko i zaczął uciekać. Wpadał na krzaki i pnie drzew, przewracał się na nierównościach terenu, kamieniach i korzeniach.
W pewnej chwili usłyszał głosy kruków, które pozostawił za sobą.
- Ktoś ucieka!
- To on! On jest tutaj!
- Łapmy go!
- Zabijmy go! Zabijmy go!
Po tych słowach poczuł zimny pot, spływający po plecach i przyspieszył kroku, lecz nie udało mu się uciec. Kruki dogoniły go w chwili gdy upadł. Szponami i ostrymi dziobami rozszarpały go na kawałki, a odzież jego porozrzucały po okolicznych lasach.
Od tego właśnie wydarzenia skały nad Niedźwiadą zaczęto nazywać Kruczymi Skałami, a dolinę Niedźwiady – Sowią Doliną. Dziś tylko te nazwy świadczą o prawdzie zawartej w tej mądrej opowieści o dwóch braciach z Karpacza.
Krucze Skały. [W:] Krodo. [online]. [Data dostępu: 28.08.2013].
Dostęny w Internecie: http://www.krodo.pl/atrakcja/szczegoly/4272/
Bibliografia:
  1. Wiącek Aleksander, Wiącek Urszula: Legendy Karkonoszy i Okolic. Je;enia Góra: Wojewódzki Dom Kultury, 1984

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Łemkowskie Łosie

W Łosiach byłam na początku XXI w. i z przykrością muszę stwierdzić, że nie był to pobyt udany. Przez prawie dwa tygodnie padał deszcz, a polecona mi przez koleżankę "znakomita" kwatera, która była wilgotnym pokojem mieszczącym się w dawnym biurze zdewastowanego ośrodka wypoczynkowego z czasów PRL-u, przygnębiała dodatkowo i nie pomogły nawet "piękne okoliczności przyrody" - Mam nadzieję, że tamtego ośrodka już nie ma, a proponowane, w gospodarstwach agroturystycznych, pokoje mają trochę wyższy standard.
Łosie. google maps
Bronisław Chlebowski, w swoim  Słowniku pisał: "Łosie leżą na prawym brzegu rzeki Ropy i małym dopływem tej rzeki. Od północy zasłania tę wieś zasłania Łysa Góra 641 m bezwzględnej wysokości mająca, a ze wszystkich stron lasy. Grunta składają się z nieurodzajnych czerwonych iłów, a także górnictwo naftowe nie rokuje wielkich nadziei. W Łosiach jest szkoła ludowa i cerkiew drewniana filialna. Włościanie otrzymują znaczne czynsze za miejsca oddane na szyby, a mimo to jednak i mimo zarobku przy kopalni są bardzo ubodzy, ponieważ ludnośc napływowa i niezapracowane zyski demoralizują ją i majętniejsi oddają się pijaństwu. Łosie graniczą na północ z Bielanką, na zachód z Ropą, na wschód z Leszczynami, a na południe z Klimkówką"
Wadas Bartłomiej: Widok na Łosie od strony Bielanki. [W:] Sercu bliski Beskid Niski. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/galeria&table=bn_miejscowosci&ID=77&picture=24&iID=1181
W 1359 roku, król Kazimierz Wielki nadał Janowi Gładyszowi kompleks dóbr ziemskich na południu ówczesnej ziemi bieckiej, zwanych później Dominium Ropae. Wśród wsi, które otrzymał, była także wieś Łosie. W 1599 roku właściciel wsi - Samuel Branicki z Ruszczy sprzedał Łosie podstarościemu bieckiemu Janowi Potockiemu herbu Szreniawa. Po jego śmierci w  1622 roku, przeszła w posiadanie syna Adama, aby następnie w 1646 roku, stać się własnością najwybitniejszego poety polskiego baroku Wacława Potockiego, który tu żył i tworzył w latach 1647- 1655.
W 1810 r., ówczesny właściciel wsi, hrabia Stanisław Siemieński z Biecza, ufundował we wsi drewnianą cerkiew. Wewnątrz cerkwi zachowana piękna, bogata polichromia polichromia z 1935 roku wykonana przez Mikołaja Galanka. Uwagę zwraca kompletny ikonostas, który powstał najprawdopodobniej na przełomie XVIII i XIX wieku.
Wadas Bartłomiej: Cerkiew greckokatolicka. [W:] Sercu bliski Beskid Niski. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/galeria&table=bn_miejscowosci&ID=77&picture=15&iID=903
Wadas Bartłomiej: Cerkiew greckokatolicka.[W:] Sercu bliski Beskid Niski. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/galeria&table=bn_miejscowosci&ID=77&picture=18&iID=906
Wadas Bartłomiej: Cerkiew greckokatolicka.[W:] Sercu bliski Beskid Niski. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/galeria&table=bn_miejscowosci&ID=77&picture=16&iID=904
Wadas Bartłomiej: Dzwonnica. [W:] Sercu bliski Beskid Niski. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/galeria&table=bn_miejscowosci&ID=77&picture=21&iID=910
Gruszczyńska-Kozanmapa B.: Wóz maziarski.[W:] Sercu bliski Beskid Niski. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/galeria&table=bn_miejscowosci&ID=77&picture=3&iID=1097
Wieś stała się znana dzięki maziarzom trudniącym się obwoźnym handlem mazią i smarami uzyskiwanymi najpierw samodzielnie prymitywnymi sposobami z suchej destylacji drewna, a później kupowanymi w okolicznych rafineriach. Rozwozili oni swój towar wozami zwanymi sekerami, okrytymi płócienną budą i zaprzężonymi w parę doskonałych koni. Wozy maziarskie z Łosia krążyły nie tylko po Galicji, ale docierały na Śląsk i do Królestwa Kongresowego, na Węgry, a nawet na Łotwę. Dzięki nim Łosie było najbogatszą wsią łemkowską.
Gruszczyńska-Kozanmapa B.: Mapa wędrówek maziarzy. [W:] Sercu bliski Beskid Niski. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013]. Dostępny w Internecie: http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/galeria&table=bn_miejscowosci&ID=77&picture=4&iID=1098
W 2009 r. udostępniono turystom zagrodę maziarską, w której zgromadzono: dwa wozy, beczki, zalewajki, próbki mazi i ropy naftowej, strój maziarza oraz różnego rodzaju dokumenty obrazujące działalność dawnych mieszkańców wsi..
Chyża. [W:] Zagroda maziarska [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.gorlice.art.pl/galerie-zdjec/galeria-zdj-zagroda-losie/losie2-2009_19_20091104_1749600023.jpg.html#joomimg
Maziarz [W:] Zagroda maziarska [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.gorlice.art.pl/galerie-zdjec/galeria-zdj-zagroda-losie/losie2-2009_22_20091104_1039213622.jpg.html#joomimg
W chyży.[W:] Zagroda maziarska [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.gorlice.art.pl/galerie-zdjec/galeria-zdj-zagroda-losie/losie2-2009_18_20091104_1627402875.jpg.html#joomimg
Łemkowski strój ludowy
Stroje łemkowskie. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.sekowa.info/photo/moje/strojelemkowskie.jpg
Strój męski
Koszula z samodziałowego płótna. Nowsze wersje posiadały karczek, niski kołnierzyk stojący lub wywijany na zewnątrz, a przy rękawach mankiety. Na przodzie proste rozcięcie, pod szyją była wiązana czerwona tasiemka ("zastiżka").
Łemkowie nosili trzy rodzaje spodni: "gaczy", "nohawky" i "chołoszni". Gaczy były szyte z samodziałowego płótna i miały charakter bielizny. Nohawky były płócienne a chołoszni z samodziałowego białego sukna. Jedyną ozdoba nohawek były wypustki z kolorowego sukna: niebieskiego, czerwonego rzadziej czarnego. Na nogi ubierali skórzane "kierpci" wykonane z jednego kawałka skóry przeszytej wąskim rzemykiem.
Ubiór wierzchni letni stanowiła kamizelka bez rękawów i kołnierza zwana "łajbyk" Była wykonana początkowo z białego, a później sinego lub jasnoniebieskiego sukna. Łajbyk z tyłu miał trzy rozcięcia, a z przodu był zdobiony dwoma rzędami błyszczących guzików i czerwoną wełnianą tasiemką.
Właściwe odzienie wierzchnie stanowiła "hunia", to jest kurtka z białego lub brązowego samodziałowego sukna sięgająca do polowy uda. Hunia miała niski, leżący pojedynczy kołnierz. Zarówno białe i ciemne hunie miały brzegi obszyte czarnym wełnianym sznurkiem.
Odzienie zimowe narzucane na hunie stanowiła "czuha". Był to płaszcz z samodziałowego brązowego sukna sięgający do połowy łydek, zarzucany na ramiona, zaś jego luźno spuszczone rękawy pełniły funkcję kieszeni. Przód czuhy rozcinano w kształcie litery T, rozchylano na zewnątrz i przyszywano do nich czworokątny brązowy kołnierz. Spadał do połowy pleców i był zdobiony trzema białymi pasami i białymi lub ciemnymi sznurkami ("torokami"). Zapięcie czuhy stanowił rzemień z klamrą na wysokości piersi.
Uzupełnieniem męskiego stroju był pas skórzany zapinany z przodu na jedną lub dwie sprzączki oraz kapelusz "uherski" - czarny, filcowy z krezami zawiniętymi do góry na wysokość główki, otoczonej kolorową wstążką.
W Łosiu
W okresie, kiedy handel mazią nie wyszedł poza Galicję(2 połowa XIX w.), maziarze zachowywali tradycyjny strój łemkowski, ale  na przełomie wieków ,  z wiejskich domokrążców przekształcili się w przedsiębiorców, którym zależy na tym, by sprawić na klientach wrażenie człowieka światowego.  W związku z tym, zastąpili strój ludowy, strojem miejskim.  Zmiany te doprowadziły do tego, iż jeszcze przed pierwszą wojną światową, zanikł w Łosiu  ludowy strój męski
Strój Łemkini. [W:] Zagroda maziarska [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.gorlice.art.pl/galerie-zdjec/galeria-zdj-zagroda-losie/losie2-2009_16_20091104_1205900419.jpg.html#joomimg
Strój kobiecy
Koszula "oplicza", z karczkiem z lnianego płótna. Rękawy były dość sute, chwycone przy dłoni w szeroki na kilka centymetrów mankiet. Przy szyi i mankietach przyszyte były marszczone i nakrochmalone krezy zakończone ząbkami, ozdobione szlakiem białego, rzadziej czerwonego haftu. Kolorowe hafty krzyżykowe rozpowszechniły się dopiero w okresie międzywojennym. Jedynym zapięciem była "zastiżka" (tasiemka) wiązana pod szyją.
Spódnice "kabaty",  marszczone w pasie lub plisowane, długie do połowy łydki, szyto z płótna samodziałowego: granatowego w biały rzucik, perkali, tybetów w rzucik lub drobne kwiaty, o tłach ciemnych, rzadko czerwonych. Do spódnicy noszono zapaskę, najchętniej białą, zdobioną kupnymi kolorowymi koronkami i haftem.
Na nogi ubierały kobiety kierpce mocowane przy pomocy wełnianej "nawołoky" ubierane w lecie na płócienne onuce, a w zimie na wełniane skarpety, dziergane na drutach. Bogatsze nosiły skórzane buty z cholewami czernione "szwarcem", w dni świąteczne - węgierskie z miękkiej skórki "safiany".
Ubiór wierzchni stanowił gorset szyty z czerwonego lub niebieskiego sukna, zdobiony naszywkami z barwnych tasiemek i krepiny, czasem haftem. Czarne, aksamitne gorsety zdobione srebrzystymi cekinami i kolorowym jedwabnym haftem pojawiły się w okresie międzywojennym. Starsze kobiety zamiast gorsetów nosiły bluzki zwane kaftanikami lub "wizytkami".
Na ramiona zarzucano tzw. "płachtę" lub "rańtuch", czyli podwójny płat samodziałowego sukna zeszyty i złożony na pół wzdłuż dłuższego boku. Płachty starannie na plecach udrapowane noszono na ramionach, zaś końce spływały ku przodowi, przytrzymywane rękami zgiętymi w łokciach.
Głowę okrywano chustami zawiązanymi pod brodą. Kobiety zamężne upinały włosy na leszczynowym lub drucianym krążku o średnicy 8-10 cm, zwanym "chymla". Na upiętą w ten sposób fryzurę wkładały czepiec w postaci płytkiej, obcisłej czapeczki, szytej z białego lub wzorzystego perkalu. Na czepiec narzucano kupne kwieciste chustki tybetowe białe, rzadziej zielone, zachodzące na połowę czoła, związane silnie w węzeł na karku.
Rolę biżuterii ubieranej do świątecznego stroju stanowiły naszyjniki w postaci kilku nitek szklanych paciorków.
W Łosiu
W tradycyjnym stroju kobiecym także zachodziły zmiany, ponieważ  Łosianki w ten sposób starały się podkreślić swą zamożność.  Mimo, iż jeszcze w połowie okresu międzywojennego większość kobiet nosiła się zgodnie z modą ludową (kwieciste fałdowane spódnice, zapaski, białe koszule i gorsety), to ubiór ten różnił się znacznie od tradycyjnego stroju łemkowskiego, ponieważ szyto go z produkowanych fabrycznie materiałów (wełenka, aksamit, batyst, jedwab). Również w kroju odzieży można było zauważyć różnice i tak np:  zamiast tradycyjnych długich rękawów przy letnich opliczach szyto krótkie;  wąziutką obszywkę wokół szyi lub stojącej kryzy (farbitki) zastępowano ozdobnymi obszywanymi koronką kołnierzykami
Strój ludowy Łemków. Skarbiec Łemkowszczyzny: [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.skarbieclemkowszczyzny.neostrada.pl/skarbiec/obrazki/stroj_s_kultura1_p.jpg
 Kuchnia Łemków
Charakterystyczną cechą gospodarstwa łemkowskiego, było dążenie do samowystarczalności. Pożywienie  bazowało głównie na produktach roślinnych, przy czym nawet potrawy mączne, kluski, pierogi, kasze, należały najczęściej do jadłospisu świątecznego. Mięso spożywano wyłącznie w czasie wielkich uroczystości.  W najuboższych wsiach Łemkowszczyzny, gdzie nawet żyto słabo się udawało, chleb z razowej mąki, którą mieszano z mąką jęczmienną, owsianą lub tartymi ziemniakami, uważany był za luksus. Niejednokrotnie zastępowano go owsianymi plackami.  W przednówku spożywano dziko rosnące rośliny takie jak: lebioda, szczaw,  orzechy (buczyna), grzyby.
Piec w chyży.[W:] Zagroda maziarska [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.gorlice.art.pl/galerie-zdjec/galeria-zdj-zagroda-losie/losie2-2009_25_20091104_1797109640.jpg.html#joomimg
W Łosiach podstawowe surowce żywnościowe – mąkę, zboże, herbatę, cukier, słoninę, sadło, jajka (nawet), mięso, nabiał, ryż  – maziarze przywozili z wędrówek. Gospodarstwo dostarczało jarzyny, rośliny okopowe, a w rodzinach zamożniejszych nabiał i drób. Dlatego też w Łosiu, problem głodu nie istniał.
Dzienny jadłospis przedstawiał się następująco: 
śniadanie – chleb z masłem lub słoniną, mleko lub zacierka na mleku, kawa,
obiad – pęcak na mleku z chlebem, gotowane ziemniaki z kapustą maszczone słoniną,  a w czasie postu olejem lnianym, lub kapusta kraszona zaprażką ze słoniny i mąki.  W okresie międzywojennym częściej jadano kluski ze słoniną, pierogi, kaszę,  
kolacja – pozostałe z obiadu kartofle z mlekiem lub mączną polewkę. Gotowano też czyr lub paciarę z mąki pszennej, żytniej lub kukurydzianej z kwaśnym lub słodkim mlekiem, okraszoną skwarkami. 
Na niedzielę gotowano pierogi z ziemniakami lub kapustą, kluski z kapustą lub serem. Kupowano też tańsze mięso (głowizna lub nóżki) i gotowano na nim polewke lub jedzono z ziemniakami i kapustą. Na deser gotowano niekiedy kompot z owoców.
W okresie zimowym, kiedy do domu wracali maziarze,  na stołach  częściej pojawiały się tradycyjne potrawy łemkowskie, takie jak: kisełycia, czyli owsiany żur, paciara, kapusta. Było to ulubione jedzenie mężczyzn, którzy tęsknili do niego w czasie wielomiesięcznych podróży.
W czasie Wigilii, w Łosiu i sąsiednich wsiach, jadano chleb z czosnkiem, kisełycię z ziemniakami gotowaną na gęsto (tak żeby można było po niej chodzić w kierpcach), suszone grzyby na gęsto, jedzone z chlebem, kapustę z grzybami, kasze jaglaną lub jęczmienną, kluski tzw. bobalki, pierogi z kapustą lub grzybami, fasolę, groch, juszkę (cienki kompot) z suszonych owoców. Potraw musiało być 12 i musiały być reprezentowane w nich wszystkie płody ziemi (z pola, lasu, ogrodu, sadu). 

ADZYMKA (na 10 sztuk)
1 kg mąki,
1 płaska łyżeczka sody,
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia,
1 jajko,
1/2 łyżeczki soli,
kwaśnego mleka tyle, ile wchłonie ciasto
Z podanych składników wyrabiamy takie ciasto, jak na pierogi. Dzielimy je na 10 części i każdą z nich rozwałkowujemy na placek grubości 1 cm. Pieczemy placki z obu stron na płycie kuchennej lub na żeliwnej patelni. Podajemy na ciepło lub na zimno z masłem albo miodem.

GOŁĄBKI Z TARTYCH ZIEMNIAKÓW I KASZY
1 główka kapusty
2 kg ziemniaków
1 cebula
2 łyżki masła lub smalcu
1 jajko
3 garstki kaszy manny lub jęczmiennej drobnej
pieprz, sól.
Sparzyć główkę kapusty, ziemniaki zetrzeć na tarce, wcześniej zaparzyć kaszę. Do startych ziemniaków dodać jajko, cebulę, przyprawy i zaparzoną kaszę. Wyrobić farsz. Przygotowane nadzienie zawinąć w liście kapusty i ułożyć w garnku. Zalać wrząca wodą. Dusić 1,5 godziny na wolnym ogniu. Podawać z tłuszczem lub sosem grzybowym.

MASTYŁO (dla 4 osób)
1 litr mleka
1/2 litra wody
5 kopiastych łyżek mąki pszennej
sól
masło lub skwarki na okrasę
Zagotowujemy pół litra mleka z połową litra wody. Do pozostałego mleka dodajemy 5 kopiastych łyżek mąki pszennej, odrobinę soli i wszystko dokładnie mieszamy. Mleko z mąką wlewamy na gotujące się mleko z wodą. Chwilę gotujemy na małym ogniu, cały czas mieszając, żeby się nie przypaliło. Podajemy z chlebem, okraszone masłem lub skwarkami

ŻUR BIAŁY (Poliwka)
1 litr serwatki
Jajko, mąka, sól, pieprz
Serwatkę zagotować. Jajko wymieszać z wodą i mąką a następnie dodać do gotującej się serwatki i wszystko razem zagotować. Doprawić do smaku. Podawać z ziemniakami
Krajobraz wsi Łosie. [W:] Karpaty. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://www.montekonrad.cba.pl/klimkowka/klimkowka5.jpg
Legendy łemkowskie
Bieskid
Durny ten, co myśli, że świat w miejscu stoi i nic się nie zmienia. Nie poznałbyś go, gdyby tak się cofnąć nawet tylko ze sto lat. A gdyby się tak cofnąć tysiąc lat albo i więcej... Mieszkali tu wtedy obok siebie ludzie i biesy. Bieśników36 było kiedyś co niemiara, a w nich najróżniejszych biesów jak gawiedzi na miejskim odpuście. Wiele też wtedy było czartowskich skał, diabelskich bagien, czarcich potoków, piekielnych debrzy i rosło nawet czarcie ziele.
Bies biesowi, tak jako i człek człekowi, nierówny, przeto jedne były mądre - inne głupie, jedne bardziej narowiste - inne spokojne, jedne gładkie na gębie - inne jak diabli szpetne. Jedne szkody czyniły, inne tylko niewinnie huncwociły37. Zdarzało się, że przybierały różne postaci, jako to: karego konia, białego zająca, czarnego barana albo i gada jakiego jadowitego. Bywało, że wcielały się także w postać urodziwego młodzieńca i wtedy dziewki lubo też nawet baby stateczne bałamuciły. Nieraz się zdarzało, że chłop poszedł do asenterunku i niewistka sama się ostawała na gospodarstwie, a bies jej pomagał we wszelakiej robocie. Nie za darmo oczywiście, ale tu nie godzi się więcej o tym mówić, bo dziecka mogą się do tej książki dorwać i o bezeceństwach przeczytać. W każdym bądź razie na pewno nie tylko o duszę onej kobiety mu chodziło.
Kiedy jakiś gospodarz podpadł był takiemu biesowi, wówczas podczas deszczu kopki siana mu porozwalał albo z półkopków snopki porozrzucał. Albo gdy zwoził zboże, wóz mu przewracał. Zdarzało się, że kiczki z dachu powyrywał, koniom grzywy w guzy powiązał albo ogon obciął, drzewa w sadzie otrząsł z jabłek, krowom mleko wydajał. Przeto należało z nimi dobrze się obchodzić i w paradę im nie wchodzić. A już, nie daj Boże, powiedzieć komu: „żeby cię diabli wzięli", bo ci tylko na to czekali i zaraz takiego przeklętego porywali w czartowskie tany, i tak umęczyli, wyłaskotali, że można było ducha wyzionąć. Bo wiadomo, że bies na biesa nie będzie nastawał, ale na człowieka i owszem.
Miejsca ustronne, trudno dostępne, leśne mateczniki. Rozrabiały, psociły.
Można też było sobie biesa wychować. Taki bies wy Chowaniec zwał się inkluzem. Wykluwał się z indyczego jaja, które trzeba było siedem niedziel, czyli tygodni, nosić pod pachą. Kto miał takiego in-kluza, temu dobrze się wiodło, bo on we wszystkim pomagał i inne czarty od swojego gospodarza lubo też gospodyni odpędzał i despektu zrobić nie pozwolił. No, chyba że się któregoś dnia znarowił i zaczął wierzgać. Wtedy należało go święconą wodą ze trzy razy pokropić, bo inaczej nie szło bestyi do posłuszeństwa przywołać.
Z czasem coraz więcej ludzi tu przybywało i coraz mniej miejsca zostawało dla biesów. Wykarczowano bieśniki, czartowskie skały przerobiono na żarna i osełki, osuszono diabelskie bagna, nad czarcimi potokami zrobiono mostki, piekielne debrze zaorano, wreszcie wycięto wszystkie stare wierzby i w ten sposób przepędzono biesy z tej krainy. Ludzie ani się spostrzegli, jak pozostali sami. I smutno im teraz. A jeszcze nie tak dawno mieli diabliki w oczach.
Przełom Ropy. Przez Pieniny Gorlickie nad Klimkówkę. [W:] Marcogor w górach.[online]. [Data Dostępu 8.07.2013].
Dostępny w Internecie: http://marekowczarz.pl/przez-pieniny-gorlickie-nad-klimkowke/
Mimo deszczowych wspomnień z Łosia, chętnie bym się tam jeszcze raz wybrała. Myślę, że najlepszym miesiącem byłby wrzesień, kiedy drzewa zaczynają mienić się wszystkimi odcieniami brązu, a w lasach pełno jest grzybów. Mogłabym wybrać się na długi spacer, albo zwyczajnie posiedzieć z książką w ręku.

Bibliografia:
  1. Brylak-Załuska Maria. Maziarska wieś Łosie. Wrocław: Ossolineum, 1983
  2. Chlebowski Bronisław [red.]Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. T.5. Warszawa, 1884, s. 732-733. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013]. Dostępny w Internecie: http://dir.icm.edu.pl/pl/Slownik_geograficzny/Tom_V/732
  3. Łosie - cerkiew greckokatolicka. [W:] Sercu bliski Beskid Niski. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013]. Dostępny w Internecie: http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/obiekty&ID=381
  4. Potocki Andrzej: Legendy łemkowskiego Beskidu. Rzeszów: Libra, 2007
  5. Skarbiec Łemkowszczyzny: [online]. [Data Dostępu 8.07.2013]. Dostępny w Internecie: http://www.skarbieclemkowszczyzny.neostrada.pl/05s_kultura.htm
  6. W łemkowskiej kuchni - przepisy [W:] Sercu bliski Beskid Niski. [online]. [Data Dostępu 8.07.2013]. Dostępny w Internecie: http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/lemkowie/kultura/kuchnia1